Bulterier naćpany amfetaminą!

O tym drastycznym przypadku poinformował redakcję Nowin Zabrzańskich, Grzegorz Wojniusz, wolontariusz Straży dla Zwierząt w Polsce, działającej na terenie Zabrza, Bytomia i Rudy Śląskiej. To on uratował bulteriera.

nowiny zabrzańskie – Zadzwonił do mnie mężczyzna. Wyjaśnił, że rozstał się z dziewczyną, a w mieszkaniu został ich wspólny pies. Powiedział, że zwierzę jest pod wpływem amfetaminy. Później okazało się, że mężczyzna włamał się do domu dziewczyny na trzecim piętrze, wszedł przez dach i wyniósł psa. Sam jest narkomanem i w ramach zemsty na dziewczynie postanowił naćpać też zwierzę. Zaraz po telefonie pojechałem pod wskazany przez niego adres. Pomyślałem, że bulterier na amfetaminie, jeśli ucieknie, to może być katastrofa. Zabrałem go i pojechałem do Śląskiego Laboratorium Analitycznego w Katowicach, aby jak najszybciej pobrać próbkę moczu do badania, bo amfetamina jest wykrywalna przez 24 godziny. Badanie potwierdziło obecność narkotyku. Ten pies miał prawo kogoś zabić, bo był nieświadomy. Pojechałem na policję, jeździłem od komisariatu do komisariatu, ale policjanci tak jakby niedowierzali, że pies jest pod wpływem amfetaminy. Złożyłem zeznania, a psa zabrałem do siebie, bo na własny koszt prowadzę hotelik dla zwierząt. Wkrótce dostałem telefon z informacją, że pies powinien zostać zwrócony właścicielce. Pani bardzo się o niego martwiła i ucieszyła się z jego powrotu – relacjonuje Wojniusz. Sprawcy szuka policja. Jak dotąd bezskutecznie.

bulterier – Dużo mówi się w Polsce o agresywnym zachowaniu bulterierów. Zastanawiam się, kto wpadłby na pomysł sprawdzenia, czy pies nie jest pod wpływem narkotyków? Przecież miałby prawo ugryźć i zranić. I to nie byłaby wina psa, ale człowieka. Jeśli mężczyzna zostanie ujęty przez policję, może usłyszeć zarzut znęcania się nad zwierzęciem ze szczególnym okrucieństwem, a za to grozi kara do trzech lat pozbawienia wolności – tłumaczy Grzegorz Wojniusz.

– Objawy kliniczne zatrucia amfetaminą u psów pojawiają się najczęściej w przeciągu 1-2 godzin po spożyciu narkotyku. Najczęściej obserwuje się niepokój, nadpobudliwość zwierzęcia, może pojawić się drżenie całego ciała. Badaniem klinicznym stwierdza się podwyższenie ciśnienia krwi, znaczną tachykardię (przyspieszone bicie serca) oraz rozszerzone źrenice. Podejrzenie zatrucia można potwierdzić testami toksykologicznymi moczu, treści żołądka lub krwi, jednak leczenie powinno zostać zaordynowane natychmiast, gdyż brak odpowiedniej terapii może skutkować nawet zgonem zwierzęcia – wyjaśnia Jacek Mrowiec, lekarz weterynarii, asystent na Wydziale Medycyny Weterynaryjnej Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu. Grzegorz Wojniusz podkreśla, że to pierwszy tego typu przypadek w ciągu trzech lat pracy, z jakim się zetknął. W prowadzonym przez niego hotelu mieszka między innymi amstaf Aron, którego właściciel próbował zatłuc młotkiem. Psa cudem udało się uratować, ale doznał wylewu krwi do mózgu i nie potrafi utrzymać prosto głowy. Na działkach w Zaborzu znaleziono Astusia, którego bezdomny właściciel dostał nakaz wyprowadzenia się stamtąd. Psa zostawił przywiązanego na łańcuchu. Odnaleziono go po dwóch miesiącach, nie miał ani jednego zęba, ważył 11 kilogramów, a powinien ponad 25. Okrutny los spotkał także pitbulla Redzia, który został przywiązany do drzewa na ogródkach działkowych w Bytomiu. Zdołał przegryźć linę, ale wrosła w szyję psa. Kiedy próbowano ją ściągnąć, odpadła, wyrywając ogromny kawał ciała. Nawet rodziny, chcące adoptować pieska ze schroniska, które przeszły pozytywnie kontrolę pracowników, okazują czasem okrucieństwo.

– Byłem na kontroli przedadopcyjnej jako wolontariusz zabrzańskiego schroniska. Rodzina wydawała się w porządku i nic nie wskazywało na to, że doprowadzą psa do takiego stanu. Był tak zagłodzony, że wygryzał beton ze ścian. Nie wiem, jak właścicielka mogła na to patrzeć. Udało się go uratować, trafił do kochającej rodziny w Katowicach – dodaje Wojniusz.

Tekst: A.Mrowiec, Nowiny Zabrzańskie; Foto: G.Wojniusz